Dwie połówki jabłka…

Poznali się w pracy. Marysia i Jan, dość banalne imiona podobnie jak początek, środek i początek końca tej opowieści. On podchodził do biurka z kawą, ona wpadła spóźniona do pracy, uśmiechnął się pod nosem, pokiwał głową i usiadł. Ona, w pędzie zdejmowała płaszcz, poprawiała włosy, wzrokiem pytała koleżanek czy nie jest przypadkiem rozmazana w miedzy czasie siadając do biurka i w kierunku szefowej krzycząc „przepraszam za spóźnienie”. Warszawa wiadomo lub jak młodzież mówi wiadomiks, tutaj to norma, korki, awarie, wypadki, usprawiedliwień można wymieniać w nieskończoność. nie o to jednak w tej historii chodzi, aczkolwiek to spóźnienie miało wpływ na początek nowej relacji. Owy wcześniej wspomniany On przyniósł kawę z sałatką i położył przed klawiaturą, siadając na rogu biurka. Pomyślała miły. Po pracy był spacer, kilka dni później kino, wino i łóżko. Normalna kolej rzeczy.

Po kilku miesiącach zamieszkali ze sobą, bo tak wyszło, że wszyscy mówili jak bardzo pasują do siebie. Jak dwie połówki jabłka. Miłości nie było końca. Był ślub, dość huczny, pojawiały się dzieci, kochane zresztą, najbardziej przez babcie. Instytucja „babci” jest dość powszechnie znana z tego, że kocha, czasami za bardzo, zapomina, że nie jest dyrektorem czyjegoś życia. Teraz zapewne zapytasz, jak wygląda życie Marysi i Jana po kilku latach wspólnego szczęśliwego życia. Oboje siedzą na kanapie w salonie w bezpiecznej od siebie odległości, Ona wyciera łzy płynące po policzkach, On ślepo wpatrzony w ich wspólne weselne zdjęcie. Ostatni seks dwa lata temu, koledzy gratulują nienaganne figury żony bo jest na czym oko zawiesić jak na kobietę po dwóch porodach, jej koleżanki zastanawiają czy wróci do pracy bo przecież jest taka szczęśliwa. Jej mama pyta dlaczego wyszła za nieudacznika? Tak mało zarabia a tak mało bywa w domu. Jego matka odpowiada, dlaczego zrujnowałaś życie mojemu synowi? czy te dzieci są jego? Staś może i tak, ale Ola? jakaś taka niepodobna.

Po kilku latach bycia razem siedzą obok siebie nie mogli się zdecydować, które jako pierwsze powinno powiedzieć, rozstańmy się. Nie powiedzieli do tej pory. Woleli dalej od rodziny słyszeć słowa pogardy, od znajomych same uprzejmości. W domu ze sobą nie rozmawiali. Wiesz dlaczego tak się stało? Głęboko oboje wierzyli lub uwierzyli poprzez projekcję znajomych i początkowo rodziny, ze są dwiema połowami jabłka stworzonymi dla siebie. dlatego tym trudniej było im przyznać się, że tak nie jest. Głównie przed samym sobą. niestety nie jest to odosobniona historia, jest ich wiele, być może zbyt wiele. Związek to nie jest sztabka złota, która może wojnę przetrwać, relacja pomiędzy dwiema osobami to ciężka nieustająca praca. Bezwzględny szacunek, okazywania miłości, wsparcie. W przypadku Marysi i Janka od początku byli zaprogramowani na w dużej mierze porażkę. Bo tak sobie teraz pomyśl, dlaczego nie dwa jabłka tylko dwie połówki? Dlaczego ty masz być połową czegoś a nie całością dla kogoś? Czy drugiej osobie oddajesz tylko połowę siebie a nie całość, więc jak macie być szczęsliwi, mając tylko połowę siebie?

Dodaj komentarz