Za drzwiami

Gdy byliśmy mali to dorośli pokazywali nam jak otwierać poszczególne drzwi. To na tej podstawie później sami ćwiczyliśmy ich otwieranie i zamykanie. Te wzorce przenosiliśmy w dorosłe życie. Oczywiście po różnych modyfikacjach, bo nasze życie jest jak rwąca rzeka i każdego z nas w różny sposób doświadcza. Przyznaj, że jak każdy w dzieciństwie chciałeś być już dorosłym, to zrozumiałe. Wtedy każdemu z nas dorosłość wydawała się „spoko”, własne pieniądze, wydajesz na co chcesz o nic nikogo nie musisz prosić, przecież też nie musisz się z niczego tłumaczyć, wszystko ci się należy. Wyzwoleniem z niewoli miały okazać się hucznie obchodzone, na koszt rodziców rzecz jasna, 18-ste urodziny. Jednak dzień później najpierw uświadamiasz sobie, że masz kaca a później, że tak naprawdę to nic w Twoim życiu się nie skończyło i nic nowego nie zaczęło. Dalej to rodzice będą ci podpowiadać, jak wyrobić dowód osobisty, jak rozliczyć się z podatku, jak wynająć mieszkanie i tak dalej. Jednak kiedyś i dla Ciebie nadejdzie moment, że samodzielnie będziesz otwierać i zamykać drzwi. Ile ich otworzysz a ile zamkniesz to zależy od Ciebie, ale też od tego w jakim środowisku przyjdzie ci żyć. W dorosłym życiu takie drzwi będziesz mieć przed sobą w życiu osobistym, bo nie masz pewności czy Twoja druga połówka całkowicie je przed Tobą otworzy, czy jak w popularnym serialu „ukryta prawda” po latach okaże się, że Twoja żona miała kiedyś na imię Jan, dzieci jednak nie są Twoje. W pracy, przez szefową, która chciała mieć z Tobą romans zatrzymała Twój awans a może przez to właśnie lepiej ci się w niej wiedzie. W końcu tam każdy ładnie wygląda i ciągle na pytanie co u Ciebie, odpowiada, ze jest ok. To tak jakby zapukać do sąsiadów i zapytać czy mają pożyczyć szklankę cukru, zobaczysz tyle na ile ktoś pozwolił, żebyś zobaczył. Czasami więc, może wystarczy uśmiechnąć się do życia a w tym przypadku do sąsiada i delikatnie pchnąć drzwi, żeby więcej zobaczyć. Warto fajnie żyć.

Dodaj komentarz